niedziela, 23 sierpnia 2015

3. KIEROWALA MNA GAMA NEGATYWNYCH EMOCJI


     Obudziłem się tuż przed świtem, gdy przerażający krzyk wyrwał mnie ze snu. Szybko podniosłem się z łóżka i rozejrzałem po mieszkaniu, ale nic nie przykuło mojej uwagi na tyle, by zrezygnować z idei, że hałas, który słyszałem, był w rzeczywistości moim stłumionym przez sen wrzaskiem. Przetarłem oczy wierzchem dłoni i przeszedłem się po pokoju, by choć trochę pozbierać myśli.
   
     Byłem tchórzem i idiotą- podsumowałem po kilku okrążeniach wokół białej kanapy i niskiego, szklanego stołu. Pot oblewał moje stronie, gdy uświadomiłem sobie, co właśnie zrobiłem. Uciekłem z miejsca wypadku, jak ostatni frajer, pozostawiając na drodze jakieś rozjechane leśne zwierze. Bo to musiało być zwierze, prawda?
   
     Podszedłem do okna, by poukładać wszystko, co się wydarzyło i jakoś zespoić momenty, które pamiętam. Na pewno w coś wjechałem. Próbowałem ominąć coś, co mogło być kangurem, ale równie dobrze i jakimś znakiem drogowym i prawdopodobnie uderzyłem w przystanek autobusowy, albo inny niewielki budynek. Oprócz prawie skasowanego samochodu, którym ledwo udało mi się dojechać do domu, nic wielkiego się nie wydarzyło.
   
     Mimo niezbyt dużej powagi sytuacji musiałem uciec z miejsca wypadku. Byłem pod wpływem alkoholu, nawet jeśli były to dwa, czy trzy piwa. Gdybym wezwał policje, to moje prawo jazdy zostałoby odebrane, a w pracy na pewno zaraz huczałoby od plotek, a przecież tak dobrze mi idzie. Nie mogłem na to pozwolić.
 
     Spojrzałem na zegarek i po stwierdzeniu, że na pewno już nie usnę, skierowałem się do kuchni, by zaparzyć sobie kubek mocnej kawy. Czekając na gotującą się wodę próbowałem wmówić sobie, że postąpiłem słusznie. Zacząłem też oglądać swoje ręce, nogi, a także skrupulatnie wymacałem twarz i czaszkę, by znaleźć ewentualnie obrażenia, ale jak widać- wyszedłem z tego bez szwanku.
   
     Z rozmyślań wyrwał mnie dzwonek telefonu, który przestraszył mnie do tego stopnia, że wysypałem całą zawartość puszki kawy na podłogę. Idąc w stronę komórki przez głowę przelatywało mi milion myśli. Czy to policja? Czy na miejscu wypadku były kamery? Jak tak szybko mogli zdobyć moje dane?
 
      -Sean?- usłyszałem perlisty głos z głośnika telefonu. Odetchnąłem z ulgą- Wszystko w porządku?
 
     - Grace- szepnąłem przerażony. Nie chciałem przyznawać się nikomu do tego, co się stało, ale najprawdopodobniej już wiedziała o wypadku, co znaczy, że za kilka minut mogę spodziewać się policji walącej w moje drzwi
 
     - Dzięki bogu! Aaron kazał mi zadzwonić- zdawała się tłumaczyć- Zawsze po powrocie do domu wysyłasz smsa, że jesteś, a wczoraj ani słowa. Zaczynaliśmy się martwić, bo przecież wypiłeś trochę i...
   
     - Tak, wszystko okej, naprawdę- odetchnąłem z ulgą, gdy zrozumiałem, że nic nie wie- Gdy tylko dojechałem do domu padłem na łóżko, nawet nie zdjąłem butów- skłamałem głośno przełykając ślinę
   
      - Nie rób tak więcej, martwiłam się- była naprawdę przejęta, a ja znowu poczułem jak wnętrzności zgniatają mi żołądek i mają ochotę przedostać się gardłem na zewnątrz. Chyba właśnie dzięki temu poczułem przypływ odwagi i miałem ogromną ochotę zapytać jej o to, nad czym wczoraj rozmyślałem. Zanim jednak zdążyłem wydobyć z siebie chociaż jedną głoskę, w telefonie rozległ się donośny głos Aarona, który najprawdopodobniej wyrwał żonie telefon
 
     - Sean, do cholery, myślałem, że wpadłeś autem do rowu i zginąłeś na miejscu! Zawsze dawałeś nam znać, nawet gdy wymiotując czołgałeś się do domu, a teraz postanowiłeś sobie o tym zapomnieć?! PIJANY PROWADZIŁEŚ SAMOCHÓD I NIE RACZYŁEŚ NAS POINFORMOWAĆ, ŻE DOTARŁEŚ!
   
     - Stary, wyluzuj. Jestem dorosły, nie muszę ci się tłumaczyć, ani meldować. Poza tym niby co mogło się stać?- poczułem jak pocą mi się dłonie
 
     - Dobra, zostawmy to. Mam nadzieję, że wieczór u ciebie jest aktualny?- zapytał i po chwili mojego milczenia dodał- świetnie, będziemy o osiemnastej. Weźmiemy też Claire i Bena, przyjechała do niego kuzynka ze Stanów, coś czuje, że chcą cię zeswatać. Naprawdę świetna dziewczyna, dwadzieścia trzy lata i ma chyba najlepsze cycki jakie w życiu widziałem- usłyszałem jak Grace uderza go w ramię, a on śmieje się pod nosem i całuje ją w czoło- Nie możesz być kawalerem do końca życia, Sean.
   
     Połączenie zostało przerwane, a ja czułem jak gotuje się we mnie złość. Po przypomnieniu sobie wydarzeń sprzed ośmiu lat i pocałunku z Grace, miałem wrażenie, że uczucia, które do niej żywiłem, wróciły, a ja nie mogłem się z nimi uporać. Przecież nie mogłem tak po prostu wejść do ich życia i zażyczyć sobie oddania mi żony Aarona, a może nawet i córki, przecież Violet była całkiem uroczym dzieckiem. Przejechałem dłońmi po twarzy i postanowiłem, że muszę wziąć się w garść. Naprawdę, w moim życiu nie było miejsca na dawne uczucia, szczególnie tego dnia.
   
      Postanowiłem sprawdzić co się dzieje z moim samochodem, o ile w ogóle pomyślałem wczoraj, by odstawić go do garażu. Po szybkim ubraniu się we wczorajsze ubrania wyszedłem na podwórko. Poczułem powiew gorącego powietrza, który sprawił, że znowu zrobiło mi się niedobrze, a na mojej skroni w ekspresowym tempie pojawił się pot. Złapawszy się za brzuch pokuśtykałem do garażu i, gdy już stanąłem przed dużą metalową klapą, drżącymi rękami wcisnąłem guzik na pilocie.
 
     Moje auto było w opłakanym stanie. Kolana ugięły się pode mną i opadłem na ziemie. Zgnieciony bok po stronie pasażera, wybite lusterko, stłuczone światła i przednia szyba rozbita na małe kawałeczki- byłem zdumiony, że udało mi się dojechać tym do domu. Strata ukochanej zabawki, na którą odkładałem każdą wypłatę, tak bardzo mnie zabolała, że przeczołgałem się kilka metrów pod ścianę garażu i zacząłem płakać jak dziecko. Zalewałem się łzami, jak nigdy w życiu, czując, że wszystko, co wydarzyło się w ciągu ostatnich dwudziestu czterech godzin, przerosło mnie do tego stopnia, że wątpiłem, że uda mi się z tym kiedykolwiek uporać. Czułem wstyd przed samym sobą, że emocje wzięły nade mną górę, więc schowałem twarz w dłoniach, jednak nie mogłem przestać płakać.
   
     Nigdy nie byłem typem emocjonalnego faceta, który nie mógł pozbierać się po zerwaniach z dziewczyną, albo  zamykał się w domu i cierpiał na depresję, kiedy nie wyszło mu w pracy, czy na studiach. Zawsze całkiem dobrze radziłem sobie z wszelkimi przeciwnościami losu, a, nie chcąc się żalić, przeżyłem kilka niemiłych sytuacji, przy których płacz byłby na pewno bardziej uzasadniony. Mimo wszystko czułem się jak wrak człowieka, a kierowała mną gama negatywnych emocji- od poczucia winy wywołane spowodowaniem wypadku i ucieczką, przez strach przed konsekwencjami, na które w pełni zasłużyłem, aż po jakiś dziwny smutek, zrodzony ze wspomnień dotyczących historii z Grace.  
   
     Po kilkudziesięciu minutach doszedłem w końcu do siebie i, nie patrząc na mojego mercedesa, podniosłem się z ziemi i prawie wybiegłem do domu, tak, jakbym w garażu zostawił wszystkie negatywne emocje i próbował przed nimi uciec. Czułem się trochę lepiej do czasu, gdy nie przypomniałem sobie złożonej przyjaciołom obietnicy, że spędzimy ten wieczór u mnie, pijąc alkohol i udając szczęśliwych. Na samą myśl żołądek znowu podskoczył do góry, a ja w końcu wylądowałem w toalecie, z głową zanurzoną w muszli. Stres nigdy tak na mnie nie działał.
 
     Korzystając z okazji, że spędziłem w łazience trochę czasu, postanowiłem wziąć prysznic, co już zupełnie postawiło mnie na nogi. Po skończonym rytuale spojrzałem na swoje odbicie w lustrze.
   
     Miałem podkrążone i opuchnięte oczy, skóra była szara, a z, zaciśniętymi w prostą kreskę, ustami wcale nie wyglądałem dobrze. Mimo to dalej byłem przystojnym mężczyzną, którego dzielił rok od okropnego wieku trzydziestu lat, kiedy już każdy myśli o założeniu rodziny, albo jest już szczęśliwym mężem i ojcem. Ciemne włosy niesfornie opadały mi na czoło, piwne oczy, niestety, były zupełnie bez wyrazu. Lekko zakrzywiony nos wydawał się być większy niż wczoraj, a zarost przestał wyglądać jak u modeli z magazynów, teraz przypominałem raczej kloszarda koczującego na dworcu.
 
     Może i powinienem się tym przejmować, szczególnie, że za kilka godzin miałem zobaczyć się z Grace, ale teraz moje myśli zaprzątało pytanie: Czy na pewno nie powinienem zgłosić się na policje?



***

     -  Emily- drobna blondynka wyciągnęła do mnie rękę nie odrywając ode mnie wzroku ani na chwilę. Była naprawdę urocza i, będąc szczerym, w innej sytuacji najprawdopodobniej bym się nią zainteresował. Miała ogromne, niebieskie oczy, pełne usta i lekko zadarty nos, co sprawiało, że razem z długimi, prawie białymi włosami, wyglądała jak aniołek. Muszę też przyznać Aaronowi rację- miała najlepsze piersi jakie widziałem. Prawie.

     - Sean- wyciągnąłem do niej dłoń, a potem zwróciłem się do Bena - Gdzie jest Grace... i Aaron? - poprawiłem się po chwili

    - Pojechali po martini, powinni zaraz przyjechać- odpowiedział mi postawny mężczyzna, który kiedyś był moim najlepszym kompanem, jeśli chodziło o podrywanie dziewczyn w klubach. Zmienił się nie do poznania. Na dzisiejszy wieczór założył granatową marynarkę, by pasować do żony, Claire, która miała na sobie długą sukienkę w tym samym odcieniu i wysokie buty. Żadne z nich nie było szczególnie urodziwe, co na pewno sprawiało, że do siebie pasowali; wcale nie musieli ubierać się podobnie - Zajmij się Emily, my już siądziemy- posłał mi znaczący uśmiech, po czym wziął Claire pod rękę i wolnym krokiem udali się w stronę salonu.

   Westchnąłem głęboko i zerknąłem na dziewczynę, która właśnie bawiła się włosami i infantylnie chichotała pod nosem. Lekko zażenowany zaproponowałem jej drinka, czując się jak czternastolatek, którego mama przedstawiła córce sąsiadów, mając nadzieję, że będą ze sobą na zawsze. Nie potrzebowałem swatek, a już na pewno nie teraz.

     - Czym się interesujesz?- zapytała siadając na blacie. Zauważyłem, że niby przypadkiem rozchyla nogi, jakby chciała mnie zachęcić. Próbowała być przy tym niesamowicie seksowna, ale przed oczami ciągle miałem Grace, która nie musiała się starać, by wzbudzać we mnie pożądanie. Udałem, że tego nie widzę.

    - Gotowaniem- skwitowałem wlewając wódkę do szklanki, mimo że nie była to do końca prawda. Czując, że dziewczyna oczekuje ode mnie podtrzymania konwersacji, zapytałem - A ty?

    - Ty jesteś całkiem interesujący- odpowiedziała i złapała mnie za koszulkę, a potem przyciągnęła do siebie. Zrobiła to tak gwałtownie, że wylałem na podłogę drinka, jakiego dla niej przygotowałem. Szklanka wypadła mi z rąk i roztrzaskała się na białych kafelkach. Szkło rozsypało się po całej podłodze.

    - Cholera!- wrzasnąłem wycierając ręce o koszulkę- spójrz co zrobiłaś, chora kretynko!- wrzasnąłem i zacząłem zbierać szczątki szklanki z podłogi. Przestraszona dziewczyna zeskoczyła z blatu i zaczęła mnie przepraszać, jednak w efekcie zdenerwowałem się jeszcze bardziej, bo przydeptywała odłamki szkła obcasami, przez co rozproszyły się już po całej kuchni.

    Odepchnąłem ją gwałtownie i zanurkowałem pod stołem, by posprzątać bałagan. Emily straciła równowagę i upadła na ziemię zahaczając o krzesła, które zwaliły się na mnie. Byłem już na skraju wytrzymałości. Zacząłem krzyczeć na tę biedną dziewczynę, która była krok o rozpłakania się, po czym wstałem z kolan i rozejrzałem się po pomieszczeniu. W drzwiach stali przerażeni Ben i Claire, którzy z otwartymi ustami obserwowali całą akcję.

    - Boże, Sean, przecież nic wielkiego się nie stało... - zaczęła spokojnie Claire zbliżając się do mnie parę kroków. Za nią podążał jej mąż, który po chwili podbiegł do swojej kuzynki, by pomóc jej wstać z podłogi. Cała trójka wpatrywała się we mnie z lekką niepewnością i strachem, a ja gotowałem się w środku. Dyszałem gniewnie, czerwony na twarzy, gotowy na rozwalenie kolejnej szklanki tym razem na ich głowach.

    Claire objęła Emily ramieniem i zaprowadziła do salonu, tłumacząc cicho, że normalnie taki nie jestem i żeby się nie przejmowała. Młoda dziewczyna spojrzała na mnie przez ramię i kiedy zorientowałem się, że jest naprawdę przestraszona, odetchnąłem głęboko i próbowałem się uspokoić. Ben dalej stał jak wryty.

    - Stary, przepraszam- mruknąłem pod nosem próbując zebrać stopą jak najwięcej szkła z podłogi

    - Pomogę ci- odezwał się i wyciągnął spod zlewu szufelkę. Zamiataliśmy szkło w całkowitej ciszy, nie wiedząc kto ma się pierwszy odezwać. W końcu Ben zaczął- Wszystko z tobą w porządku?

     - Jestem po prostu zmęczony. Naprawdę przepraszam, zaraz pójdę po Emily i, o ile będzie chciała ze mną rozmawiać, wytłumaczę jej wszystko. Trochę nad sobą nie panuję, ale daj mi jedną noc i wszystko będzie w porządku. Mam trochę problemów.

    Było mi okropnie wstyd, kiedy w końcu posprzątaliśmy kuchnie i weszliśmy do pokoju, gdzie siedziały dziewczyny. Wydawało mi się, że w dalszym ciągu były oszołomione, szczególnie kiedy przekroczyłem próg salonu. Już miałem otwierać usta, by wygłosić mowę jak bardzo jest mi źle w życiu i jak mi przykro, że odbiło się to na nich wszystkich, kiedy dobiegł mnie dźwięk otwieranych drzwi

    - Jesteśmy! I mamy martini!

    - Dzięki bogu - szepnąłem z ulgą
______________________
Nie wiem, czy ktokolwiek jeszcze o mnie pamięta, ale jestem. Niestety sprawy związane ze studiami i przeprowadzką pochłonęły mnie kompletnie, ale z dumą ogłaszam, że jestem studentką UW, a umowa na wynajem mieszkania została podpisana. W końcu mam trochę czasu na pisanie!

P.S. Przez to wszystko zaniedbałam wasze blogi, więc prosze ogromnie, żebyście dla odmiany pod tą notką pisali o rozdziałach, które opublikowaliście, a ja ich nie przeczytałam, bo w spamie jest...  no za duży spam ;) obiecuję, że wszystko nadrobię!

     
Hope Land of Grafic